SIDEBAR
»
S
I
D
E
B
A
R
«
Szaleństwo dotyczy wszystkich
août 29th, 2011 by Théatre des lucioles

Szaleństwo dotyczy wszystkich
tekst opublikowany w gazecie „Libération” 14 marca 2011.

[przekład – Ludmiła Ryba]

Szaleństwo dotyczy wszystkich.
Szalony może być robotnik, no i, rzecz jasna, właściciel. Kobieta może być szalona, nie mówiąc już o mężczyźnie. Zarządca, bankier, urzędnik, artysta mogą być naprawdę wariatami. Co się tyczy polityków – to nie ma wątpliwości (i nie tylko co do Khadaffiego, którego postać przesłania wiele, wiele innych). Szalone może być niemowlę, nastolatek, trzydziestoletnia kobieta, starzec, człowiek umierający.

Obłęd przenika całe społeczeństwo.
Czy to oznacza, że szaleństwo jest wirusem, który jest przenoszony, przekazywany? Starają się nas zastraszyć, wymachując na postrach takimi pojęciami jak np. „niebezpieczny schizofrenik”.  Jednakże szaleństwo może dotknąć każdą istotę ludzką, a słowa trzeba brać na poważnie.  „Szalone” jest to, co „ nie jest  normalne”, więc od razu narzuca się kwestia: co to znaczy „normalne”? Co to znaczy żyć normalnie? Akceptować rzeczywistość? Jaką rzeczywistość należy akceptować? I do jakiego stopnia ? Czy chcieć zmieniać rzeczywistość oznacza być szalonym? Zdrowie umysłowe, wedle Freuda, to być dostatecznie znerwicowanym, aby liczyć się z rzeczywistością i dostatecznie psychotycznym, aby chcieć ją przekształcać.

Innymi słowy, szaleństwo stawia pytania społeczeństwu w całości i każdemu z osobna. Demokracja zaś to ustrój, w którym norma jest, czy może być, ciągle poddawana dyskusji, kwestionowana, to ustrój, teoretycznie, uznający konflikty i pozwalający, teoretycznie, na ich przerobienie. Konfliktowi towarzyszy zawsze lęk i można odrzucić konflikt dla uniknięcia lęku. Ale wtedy dokonuje się wyboru : zero lęku (pozornie), zero ryzyka, zero myśli, zero życia. I pod przykrywką spokoju – przemoc porządku, tego co wydaje się normalne (komu?) w danym momencie (jakim?). Czy jest normalnym posyłać dzieci do pracy? Pracować 50 godzin? Pracować przy taśmie ?

A ślepe przestrzeganie normy, konformizm, konwencja zawsze stanowią poważne zagrożenie dla demokracji. Zagrożenie realne, bo istnieje realne ryzyko destrukcji: nie ma możliwości wyboru, trzeba myśleć i postępować w taki a nie inny sposób, a przede wszystkim nie należy myśleć ani cokolwiek robić. Zero konfliktów – zero życia.

Konformizm jest sposobem uwewnętrzniania represji i strachu. Wielki Brat pilnuje cię, a ty się na to godzisz.

A konformizm idzie zawsze w parze z wizja naturalistyczną, deterministyczną, definitywną i zamkniętą: jest się takim czy innym z powodu rodziny, kategorii społecznej, genów czy biochemii.

Lecz nie ma jednej „natury” ludzkiej -  traktować poważnie istotę ludzką oznacza liczyć się z tym co możliwe, z szaleństwem, brać pod uwagę, że jedni widzą olbrzymów tam gdzie inni widzą tylko wiatraki, że są tacy, co widzą białego wieloryba tam gdzie inni nie widzą nic, że niektórzy widzą karalucha zamiast syna… albo nenufary na niebie… lub niebo we wszelkich barwach… itd., itd.

Odpowiedzią na te „szaleństwa” może oczywiście być, i często było: wyśmianie, ogień, stos, zamknięcie, operacja, lobotomia, chemiczny kaftan bezpieczeństwa, lub po prostu zwykłe porzucenie.

« Collectif des 39 contre la Nuit sécuritaire » wzywa do udziału w demonstracji, 15 marca, przeciwko projektowi ustawy zmierzającej ku represji, interioryzacji normy i marginalizacji ludzkiego aspektu szaleństwa.
My się stawimy na pewno.

Leslie Kaplan

Equipe, Compagnia, Zespol.
août 1st, 2011 by Théatre des lucioles


 

 

Née à New York, Leslie Kaplan a été élevée à Paris dans une famille américaine. Après des études de philosophie, de psychologie et d’histoire, elle travaille à l’usine de 1968 à 1971, participant ainsi au mouvement réunissant travailleurs manuels et intellectuels. Cette réalité ainsi que les expériences de sa vie en tant que femme d’origine juive vivant à Paris la marquent et vont traverser l’ensemble de son œuvre. Depuis 1982, date de la parution de son premier livre, L’excès-l’usine, salué par Marguerite Duras et Maurice Blanchot, elle a publié de nombreux récits et romans aux Editions POL, ainsi que de nombreux essais. Ses livres sont traduits aujourd’hui dans une dizaine de pays. Depuis plusieurs années, elle anime des ateliers de lecture-écriture auprès de public très divers : écoles, prisons, cafés, bibliothèques de banlieues et universités.

Nata a New York, Leslie Kaplan è cresciuta a Parigi in una famiglia americana. Dopo studi di filosofia, psicologia e storia, lavora in fabbrica dal 1968 al 1971, partecipando al movimento che riuniva lavoratori manuali e intellettuali. Dal 1982, data della pubblicazione del suo primo libro, L’Excès-l’Usine, apprezzato da Marguerite Duras e Maurice Blanchot, ha pubblicato sedici racconti e romanzi presso l’editrice P.O.L.
I suoi romanzi sono stati spesso adattati per il teatro. Ha scritto per la prima volta per il teatro nel 2008: otto sequenze-dialogo nella raccolta Per tutta la mia vita sono stata una donna.

Leslie Kaplan, urodzona w Nowym Jorku, wychowała się w Paryżu w rodzinie amerykańskiej. Po studiach filozofii, psychologii i historii, od 1968 do 1971 pracuje w fabryce, biorąc tym samym udział w ruchu stowarzyszającym robotników i inteligencję. Od 1982, daty ukazania się jej pierwszej książki « L’Excès-l’Usine”, powitanej przez Marguerite Duras i Maurice Blanchot, opublikowała 16 opowiadań i powieści w wydawnictwie P.O.L. Jej powieści były często adaptowane w teatrze. W 2008 pisze po raz pierwszy dla teatru: osiem sekwencji-dialogów zebranych w „Całe życie byłam kobietą”.

  • Publications / Pubblicazioni / Publikacje
  • L’Excès-l’usine, 1982, Hachette/repris par POL en 1987 (Traductions : en Allemagne par MANHOLT, en Espagne par BASSARAI et ARENA LIBROS, en Norvège par OKTOBER, en Suède par MODERNISTA)
    Le Livre des ciels, 1983, POL (Traductions : en Suisse par FERDYDURKE)
    Le Criminel, 1985, POL (Traductions : en Allemagne par MANHOLT)
    Le Pont de Brooklyn, 1987, POL ( Folio 2258) – (Traductions : en Allemagne par ROWOHLT, en Italie par SUGARCO, aux USA par STATION HILL)
    L’Epreuve du passeur, 1988, POL (Traductions : en Allemagne par ROWOHLT)
    Le Silence du diable, 1989, POL
    Les Mines de sel, 1993, POL
    Depuis maintenant, Miss Nobody Knows, 1996, POL
    Les Prostituées philosophes, 1997, POL
    Le Psychanalyste, 1999, POL (Folio 3504) – (Traductions : au Brésil par COMPANHIA DAS LETRAS, en Espagne par AKAL, en Roumanie par TREI, en Turquie par DOGAN KITAPCILIK)
    Quelle vie, 2000, La Forge
    Les Amants de Marie, 2002, POL (Folio 4006) – (Traductions : en Grèce par METAICHMIO)
    Les Outils, essais, 2003, POL (Traductions : en Allemagne par VERLAG VORWERK 8 )
    Fever, 2005, POL (Folio 4577) – (Traductions : en Allemagne par BERLIN VERLAG)
    L’enfer est vert, 2006, Inventaire-Invention
    Toute ma vie j’ai été une femme, 2008, POL (Traductions : en Italie )
    Mon Amérique commence en Pologne, 2009, POL


Elise Vigier et Frédérique Loliée ont suivi la formation de l’Ecole du Théâtre National de Bretagne (1991/1994). En 1994, elles créent avec les élèves de leur promotion Le Théâtre des Lucioles, collectif d’acteurs.

Allieve presso la Scuola del Teatro nazionale di Bretagna dal 1991 al 1994, Elise Vigier e Frédérique Loliée sono membri fondatori della compagnia del Théâtre des Lucioles, collettivo di attori.

Wykształcone w szkole teatralnej przy Teatrze Narodowym Bretanii w latach 1991-94, Elise Vigier i Frédérique Loliée, wraz z kolegami z tego samego rocznika, zakładają w 1994 kolektyw aktorski Théâtre des Lucioles.

 

En 2011, Elise Vigier met en scène L’Entêtement de Rafael Spregelburd avec Marcial di Fonzo Bo, avec lequel elle a déjà co-signé La Paranoïa en 2009 et La Estupidez – La Connerie en 2007, ainsi que la mise en scène de trois spectacles de Copi : Loretta Strong, Le Frigo et Les Poulets n’ont pas de chaises (2006). Elle a également mis met en scène L’Inondation de E. Zamiatine (2001) et a participé à la création de : Copi–Un portrait avec Marcial Di Fonzo Bo et Pierre Maillet (1998) et La Tour de la Défense de Copi avec Marcial Di Fonzo Bo (2005).

Elle a joué principalement dans des mises en scène de Marcial Di Fonzo Bo, Pierre Maillet et Bruno Geslin avec qui elle co-réalise son premier scénario : La mort d’une voiture, moyen métrage sélectionné au Festival de Brest, prix du jury à Lunel et prix de qualité au CNC.

Elise Vigier ha recitato prevalentemente nelle produzioni del Théâtre des Lucioles (diretta da Laurent Javaloyes, Pierre Maillet, Frédérique Loliée, Bruno Geslin e Marcial Di Fonzo Bo) e in opere di autori contemporanei (Fassbinder, Leslie Kaplan, Philippe Minyana). Ha diretto L’inondation di E. Zamiatine, e ha firmato, in coppia con Marcial Di Fonzo Bo, varie regie di testi di Copi e di Rafaël Spregelburd. Per il cinema scrive e co-dirige con Bruno Geslin La Mort d’une voiture, mediometraggio premiato in vari festival.

Elise Vigier gra głównie w przedstawieniach Théâtre des Lucioles (reżyserowanych przez Laurent Javaloyes, Pierre Maillet, Frédérique Loliée, Bruno Geslin i Marcial Di Fonzo Bo) i w sztukach autorów współczesnych (Fassbinder, Leslie Kaplan, Philippe Minyana). Reżyseruje Powódź E. Zamiatina i wraz z Marcial’em Di Fonzo Bo szereg inscenizacji tekstów Copi’ego i R. Spregelburda. Pisze i współrealizuje z Bruno Geslin La mort d’une voiture, film średniometrażowy nagrodzony na kilku festiwalach.

En 2011/12, Frédérique Loliée jouera dans Médée de Antonio Tarantino mis en scène par Alessandra Cutolo au Festival de Benevento et Short Teater à Rome, et Macbeth mis en scène par Andrea De Rosa au Théâtre Stabile de Turin, en mai 2012. Elle travaille régulièrement en Italie depuis 1999 à Gênes, Naples, Rome et Turin.

Elle a joué sous la direction de Andrea De Rosa, Valerio Binasco, Matthias Langhoff, Jean-François Sivadier, Rodrigo Garcia, Marco Sciaccaluga, Jurij Ferrini, Pierre Maillet, Marcial Di Fonzo Bo, Elise Vigier.
Elle reçoit le prix Golden Graal à Rome en 2006 pour Electre de Hofmannsthal. Elle a mis en scène Depuis maintenant adapté du roman de Leslie Kaplan, Petite Antigone de Antonio Tarantino, et traduit les 2 textes théâtraux de L. Kaplan en italien et Petite Antigone et Médée de A. Tarantino en français.

Elles ont toutes les deux joué dans le film Noi credevamo de Mario Martone.

Frédérique Loliée ha recitato diretta da Andrea De Rosa, Valerio Binasco, Matthias Langhoff, Jean-François Sivadier, Rodrigo Garcia, Marco Sciaccaluga, Jurij Ferrini, Marc François, Adel Hakim, Pierre Maillet, Marcial Di Fonzo Bo e Elise Vigier.
Ha diretto a sua volta Depuis maintenant di Leslie Kaplan, Dors mon petit enfant di Jon Fosse, L’homme ailé di José Rivera e Petite Antigone di Antonio Tarantino. Ha tradotto in francese Medea e Piccola Antigone di Antonio Tarantino e in italiano Per tutta la mia vita sono stata una donna e Luisa è pazza di Leslie Kaplan.

Hanno recitato entrambe in Noi credevamo di Mario Martone.

Frédérique Loliée gra w spektaklach licznych reżyserów: Andrea De Rosa, Valerio Binasco, Matthias Langhoff, Jean-François Sivadier, Rodrigo Garcia, Marco Sciaccaluga, Jurij Ferrini, Valter Malosti, Marc François, Adel Hakim, Pierre Maillet, Marcial Di Fonzo Bo i Elise Vigier. Reżyseruje sztuki: Depuis maintenant Leslie Kaplan, Dors mon petit enfant Jon Fosse, L’homme ailé José Rivery i Piccola Antigone Antonia Tarantino. Tłumaczy na francuski teksty Antonia Tarantino Medea i Piccola Antigone, oraz na włoski Całe życie byłam kobietą Leslie Kaplan.

Obie aktorki występują w ostatnim filmie Mario Martone Noi credevamo.


Photographe et vidéaste, Romain Tanguy réalise des images pour le Théâtre et la musique.
Il a entre autres créé ou participé à la création des vidéos des spectacles suivants : La loi du marcheur m.e.s : Eric Didry, Break your leg m.e.s : Marc Lainé, La Paranoïa de Rafaël Spregelburd, m.e.s : M. Di Fonzo Bo et E. Vigier, Daizy Cutter Cie La Zampa, La Chaise de Florian Parra, m.e.s : M. Leray, Crash(s) !/variations et Kiss Me Quick m.e.s : Bruno Geslin, Un inconvénient mineur sur l’échelle des valeurs, m.e.s : E. Weber et P. Allio
Régisseur vidéo, il a assuré les projections vidéos multi-diffusion de La Tour de la Défense, Les Poulets n’ont pas de chaises, Loretta strong et Le Frigo de Copi, m.e.s : M. Di Fonzo Bo & E. Vigier, Up to date de C. Triozzi …
Par ailleurs, il réalise les vidéos live du groupe musical rennais Yosh.

Fotografo e videasta, Romain Tanguy realizza immagini per spettacoli teatrali e musicali.
Tra gli spettacoli per i quali ha prodotto le sue creazioni : La loi du marcheur diretto da Eric Didry, Break your leg diretto da Marc Lainé, La Paranoïa di Rafaël Spregelburd, diretto da M. Di Fonzo Bo e E. Vigier, Daizy Cutter Cie La Zampa, La Chaise di Florian Parra, diretto da M. Leray, Crash(s) !/variations e Kiss Me Quick diretti da Bruno Geslin, Un inconvénient mineur sur l’échelle des valeurs, diretto da E. Weber e P. Allio
Tecnico video,  ha curato le proiezioni video de La Tour de la Défense, Les Poulets n’ont pas de chaises, Loretta strong e Le Frigo di Copi, diretti da M. Di Fonzo Bo e E. Vigier, Up to date di C. Triozzi …
Inoltre dirige i video live del gruppo musicale di Rennes Yosh.

Romain Tanguy, fotograf i wideofilmowiec, realizuje obrazy do spektakli teatralnych i muzycznych.
Stworzył lub współpracował przy tworzeniu wideo m.in. do spektakli: La loi du marcheur – reż. Eric Didry ; Break your leg – reż. Marc Lainé ; La Paranoïa – tekst Rafaël Spregelburd, reż. M. Di Fonzo Bo i E. Vigier ; Daizy Cutter – reż. zespół La Zampa ; La Chaise – tekst Florian Parra, reż. M. Leray ; Crash(s) !/variations i Kiss Me Quick – reż. Bruno Geslin ; Un inconvénient mineur sur l’échelle des valeurs – reż. E.Weber i P.Allio.
Jako technik wideo, zajmował się projekcjami wideo w spektaklach : La Tour de la Défense, Les Poulets n’ont pas de chaises, Loretta strong i Le Frigo – teksty Copi’ego, reż. M. Di Fonzo Bo i E. Vigier ; Up to date – choreografia  C. Triozzi …
Realizuje również widea live zespołu muzycznego Yosh z Rennes.

Au Théâtre, Teddy Degouys a assuré la création sonore et musicale des spectacles de :

- Bruno Geslin : Kiss me Kick d’Ishem Bailey, Je porte malheur aux femmes, mais je ne porte pas bonheur aux chiens d’après Joe Bousquet, Mes jambes, si vous saviez, quelle fumée… d’après l’œuvre de Pierre Molinier, Dark Spring.
- Du Théâtre des Lucioles : La chevauchée sur le lac de Constance de P.Handke – m.e .s. P. Maillet , Duetto5 d’après R. Garcia et L. Kaplan – m.e .s. F. Loliée et E. Vigier , La chaise de Florian Para – m.e .s. M. Leray, La Tour de la Défense de Copi – m.e .s. M. di Fonzo Bo , Les poulets n’ont pas de chaise, Loretta Strong et Le frigo de Copi, m.e.s : M. Di Fonzo Bo et E. Vigier
- De Marc Lainé Norman Bates est-il ? et Break your leg.

Par ailleurs, il a travaillé sur des courts métrages en post synchro, mixage et montage son ainsi que pour la télévision.

Per il teatro, Teddy Degouys cura suono e musiche per gli spettacoli di :

- Bruno Geslin : Kiss me Kick Ishem Bailey, Je porte malheur aux femmes, mais je ne porte pas bonheur aux chiens tratto da Joe Bousquet, Mes jambes, si vous saviez, quelle fumée… dall’opera di  Pierre Molinier, Dark Spring.
- Del Théâtre des Lucioles : La chevauchée sur le lac de Constance di P.Handke – diretto da P. Maillet , Duetto5 di R. Garcia e L. Kaplan – diretto da F. Loliée e E. Vigier , La chaise di Florian Para – diretto da M. Leray, La Tour de la Défense de Copi – m.e .s. M. di Fonzo Bo , Les poulets n’ont pas de chaise, Loretta Strong et Le frigo de Copi, m.e.s : M. Di Fonzo Bo et E. Vigier
- Di Marc Lainé Norman Bates est-il ? e Break your leg.

Ha inoltre lavorato per dei cortometraggi per  post synchro, mix e montaggio e per la televisione.

Teddy Degouys jest twórcą muzyki i dźwięku do szeregu spektakli teatralnych :

- w reżyserii Bruno Geslin’a : Kiss me Quick – tekst Ishem Bailey’a, Je porte malheur aux femmes, mais je ne porte pas bonheur aux chiens – wg. Joe Bousquet’a, Mes jambes, si vous saviez, quelle fumée… – wg. dzieła Pierre’a Molinier oraz Dark Spring.
- zrealizowanych przez Théâtre des Lucioles : La chevauchée sur le lac de Constance – tekst P.Handke, reż. P. Maillet , Duetto5 – wg. R. Garcia i L. Kaplan, reż. F. Loliée i E. Vigier, La chaise – tekst Florian Parra, reż. M. Leray, La Tour de la Défense – tekst Copi’ego, reż. M. di Fonzo Bo, Les poulets n’ont pas de chaise, Loretta Strong i Le frigo – teksty Copi’ego, reż. M. Di Fonzo Bo i E. Vigier
- w reżyserii Marc’a Lainé : Norman Bates est-il ? i Break your leg.

Pracował także nad post synchronem, miksowaniem i montażem dźwięku przy realizacji filmów krótkometrażowych, jak rownież dla telewizji.

Il tradimento in Luisa.
août 1st, 2011 by Théatre des lucioles

Lettera di Leslie Kaplan
dopo una prova di « Luisa è pazza »
febbraio 2011

[Traduzione : Gabriella Rammairone]

a proposito del tradimento
in « Luisa è pazza »

Ripensando a questa storia del tradimento, il filo è: che cos’è, parlare? mi ascolti o no ? non mi capisci, quindi mi tradisci.
Il tradimento è: non vuoi ascoltarmi, capirmi…
Anche continuo a parlare… non serve a nulla
Il tradimento incombe sulle parole
parole vuote, dogmatiche, assertive, che vogliono avere l’ultima parola: le parole che non tengono conto dell’altro. Ecco in che senso tradiscono: negano il senso stesso del parlare che è quello di rivolgersi all’altro.
le parole corrono sempre su un filo, questo filo.
ci può sempre essere un malinteso, in senso stretto: non mi capisci, non vuoi capirmi, non puoi capirmi, ecc..
chi prende la parola si espone, si espone a un rischio: il rischio che l’altro non lo ascolti.
allora può anche avere una strategia, cioè anticipare il non ascolto, decidere di non rivolgersi nemmeno all’altro, parlare a se stesso senza attendere una risposta, parlare vuoto, dogmatico, assertivo, parlare per chiudere, per avere l’ultima parola, ecc..
la possibilità del tradimento è sempre presente, puoi sempre non capirmi, che sia su Marcello, o Aureliano, o su qualunque altra cosa, la questione è: la fiducia, la « buona fede » (lo dice Lacan, per inciso) nelle parole dell’altro.
se penso che l’altro mi mente necessariamente non posso parlare
corro il rischio di credere alla buona fede dell’altro…
quindi le due donne in scena esplorano quello che c’è nel linguaggio (fino a Dio…), esplorano anche ciò che il linguaggio denomina, la città, la metro, « vincere », gli scarafaggi.. ma rimane la domanda: mi ascolti o no ? Mi capisci o no ?

La questione della parola, e del tradimento della parola, esiste anche nella società in generale: abbiamo fiducia in ciò che dice « il potere » o no, come ci parla, vero o no, vuoto o no, luoghi comuni o no, ci prende per scemi o no, ci ascolta, possiamo parlare o no, come, ecc..
L’oppressione, la menzogna, questo può durare… dura…. fino alla rivoluzione…. La rivoluzione che scatena un dettaglio, che comincia così… in modo imprevedibile… ma che parte sempre dalla sensazione che il patto di fiducia, il contratto sociale, sia stato infranto…

La follia riguarda tutti.
août 1st, 2011 by Théatre des lucioles

La follia riguarda tutti
pubblicato nel giornale Libération il 14 marzo 2011

[Traduzione : Gabriella Rammairone]

La follia riguarda tutti.
Può essere pazzo un operaio, e anche il padrone, ovviamente. Una donna può essere folle, un uomo, poi, non ne parliamo nemmeno. Un amministratore, un banchiere, un impiegato, un artista, anche loro possono essere matti. Quanto agli uomini politici: nessuno ne dubita (e qui vediamo l’immagine di Gheddafi, che ne racchiude molte altre, molte altre). Un neonato può essere matto, un adolescente, una donna di trenta anni, un uomo molto anziano, un moribondo.
La follia attraversa tutta la società.

Vuol forse dire che la follia è un virus che si passa, che si trasmette? Provano a farci paura proponendo definizioni che vengono agitate come spauracchi, del tipo: « schizofrenico pericoloso ». Ma la follia è un possibile di ogni essere umano, e bisogna prendere le parole sul serio. È «folle» chi «non è normale», e in tal caso c’è da chiedersi: cos’è «normale»? Che vuol dire, vivere normalmente? Accettare la realtà? Quale realtà bisogna accettare? Fino a che punto bisogna accettare la realtà? Voler cambiare la realtà significa essere matti? Per Freud, la salute mentale è essere abbastanza nevrotici da tener conto della realtà e abbastanza psicotici da volerla trasformare.

Insomma, la follia riguarda la società nel suo complesso e ciascuno di noi in particolare. La democrazia è un regime in cui la norma può essere continuamente discussa, rimessa in questione; è un regime che, in teoria, riconosce i conflitti e, sempre in teoria, ne consente l’elaborazione. Il conflitto si accompagna sempre a un po’ di ansia e si può rifiutare il conflitto per paura dell’ansia. Ma a quel punto si sceglie: zero ansia (almeno è quello che si crede), zero rischi, zero pensiero, zero vita. E sotto la calma piatta, la violenza dell’ordine, di ciò che sembra normale (a chi?) in un momento dato (quale?). È normale far lavorare i bambini? lavorare 50 ore? lavorare alla catena di montaggio?

E la democrazia è sempre gravemente minacciata dall’adesione cieca alla norma, dal conformismo, dalla convenzione. È una minaccia reale perché c’è una reale possibilità di distruzione: non abbiamo scelta, dobbiamo pensare, agire, in un determinato modo e non in un altro, e soprattutto dobbiamo evitare di pensare e fare alcunché. Zero conflitti, zero vita.

Il conformismo è un modo di interiorizzare la repressione e la paura. Big Brother ci sorveglia, e noi siamo d’accordo.

E il conformismo si accompagna sempre a una visione naturalistica, deterministica, esplicativa, definitiva, chiusa. Siamo così o colà perché: la famiglia, la categoria sociale, i geni, la biochimica.

Ma non esiste una «natura» umana; prendere sul serio l’essere umano significa tener conto del possibile, della follia, significa prendere sul serio il fatto che alcuni vedano dei giganti lì dove altri vedono solo mulini a vento, che alcuni vedano una balena bianca lì dove altri non vedono nulla, che alcuni vedano uno scarafaggio invece del figlio… o delle ninfee in cielo… o dei cieli di tutti i colori, ecc…, ecc.

La risposta a queste «follie» può essere -e lo è stata spesso-: il ridicolo, il fuoco, il rogo, la reclusione, l’operazione, la lobotomia, la camicia di forza, l’abbandono puro e semplice.

Il collettivo dei 39 contre la nuit sécuritaire lanciano un appello a manifestare il 15 marzo contro un progetto di legge che va nel senso della repressione, dell’interiorizzazione della norma, della rinuncia alla follia come dimensione umana.

Noi ci saremo.

Leslie Kaplan

Usine.
août 1st, 2011 by Théatre des lucioles

Usine
publié en mars 2011
dans le dossier des librairies Initiales « Ecrire le travail »

Quel est le rapport entre l’expérience de l’usine, ce lieu « fou », et mon expérience d’écrivain ?

L’expérience de l’usine a été une expérience radicale : elle a mis tout en perspective, et d’abord (quoiqu’à mon insu) le langage, la chose la plus commune, ce que les hommes et les femmes ont, en premier lieu, en commun. Je veux dire que TOUT pouvait, devait, se penser autrement, les mots pour dire les choses les plus ordinaires semblaient à côté. On travaille, vraiment ? On mange, vraiment ? On vit, vraiment ? Pour dire il fallait, c’était une nécessité, inventer.

On peut faire un discours, mais ça ne rend compte de rien_ sauf de la capacité à faire un discours.

Quand j’ai voulu écrire cette expérience je cherchais à rendre compte de la sensation : à la fois le dehors, et ce qu’on avait dans la tête, à l’opposé du naturalisme, du déterminisme, où les choses, et les êtres, sont soi-disant à leur place, correspondent à leur définition. C’est seulement dans l’après coup que j’ai perçu combien « l’usine », et le monde « sous le ciel de l’usine », remettait tout en cause, contaminait tout, et, comment ne pas le reconnaître, pouvait vider l’expérience, en faire quelque chose de vide. On ôtait même leur expérience aux hommes. Prenons le mot cadence, j’y pense à cause d’un article lu récemment sur le travail dans les usines en Chine. Qu’est ce que ça veut dire : il faut suivre la cadence. Suivre la cadence ne dit rien ou presque. Devenir la cadence serait peut-être plus juste. On peut aussi parler des cadences infernales. A bas les cadences infernales, mot d’ordre de mai 68. Cette question : l’aliénation de l’expérience, comment l’expérience réelle est rendue irréelle, comment le langage devient faux, mensonger, cette question appartient à tout le monde, et c’est pourquoi une vision naturaliste, où la parole est ramenée à une origine sociale, psychologique etc, ne m’a jamais convenu.

Cette question se poursuit pour moi jusqu’aujourd’hui, sous différentes formes bien sûr, roman, théâtre, poésie, essai. Mais la question de « l’usine » me paraît toujours liée à la fois à une recherche sur le langage, et à une recherche sur la folie. Est-ce qu’on parle, pense, écrit, comme à l’usine ou autrement ? Est-ce qu’une phrase est ouverte ou fermée ? Est ce que nous habitons le langage en consommateur aliéné ou en homme/femme libre ? Est-ce que nous parlons entre nous comme à l’usine ? Est-ce que nous enchaînons nos phrases sans penser comme en faisant des pièces fabriquées ? Est-ce que nous fabriquons des phrases comme des produits du marché ? Est-ce nous parlons à quelqu’un ou à personne ? Est-ce que nous voulons assommer l’autre avec des phrases ? Est-ce que nous voulons avoir le dernier mot ? Est-ce que nous sommes présents ou absents à nous mêmes ?

Et quand on parle de « folie », de quoi parle–t-on ? Un lieu, une situation, un comportement « fous » ? Est-ce que c’est la langue qui est folle, devenue folle ? Comment, par quelles formes, résister aux tentatives actuelles de trivialisation, du règne de l’anecdote, du cliché vide et agressif, voire meurtrier, qui sont des façons actuelles de « l’opium du peuple » ?

Comme le savent ceux qui ont vécu l’occupation d’un lieu de travail : l’événement le plus important est toujours la réappropriation de l’expérience, et de la dignité et du plaisir qui vont avec. L’action collective met en mouvement toutes les catégories, les fait en quelque sorte sortir d’elles-mêmes, ouvriers, employés, précaires, et l’unité se crée autour de l’action, de l’activité, de la pensée et du plaisir de penser. Se rappeler ce que dit Serge Daney sur Lubitsch et le nazisme : la vraie réponse à la terreur n’est pas la vertu mais le non renoncement au plaisir… Voir aussi les analyses de Jacques Rancière sur « la nuit des prolétaires » au 19ème siècle. Le plus difficile, et le plus important, me semble de vivre sans se laisser imposer un rythme qui n’est pas le sien, de vivre, et de trouver des formes qui transmettent ce qu’on a pu comprendre, à un moment donné, par cette résistance, parce que ces formes transmettent comment on a pu faire exister un possible, une autre vie possible.

La trahison dans Louise.
août 1st, 2011 by Théatre des lucioles

Lettre de Leslie Kaplan
après une répétition de « Louise, elle est folle »
février 2011

à propos de la trahison
dans « Louise, elle est folle »

Repensant : cette histoire de trahison, ce fil c’est : qu’est ce que c’est, parler ? tu m’entends ou pas ? et à la limite : tu ne m’entends pas, donc tu me trahis
la trahison, c’est : tu ne veux pas m’écouter, m’entendre
j’ai beau parler… ça ne sert à rien
donc, la trahison elle guette toujours la parole
la parole vide, ou la parole dogmatique, dans la certitude, ou la parole qui veut avoir le dernier mot : c’est la parole qui ne tient pas compte de l’autre et en ce sens elle trahit = elle trahit le propre de la parole qui est de s’adresser à un autre
la parole est toujours sur un fil, sur ce fil
= il peut toujours y avoir du mal-entendu, au sens strict : tu ne m’entends pas, tu ne veux pas m’entendre, tu ne peux pas m’entendre, etc
qui prend la parole s’expose, s’expose à un risque : le risque que l’autre ne l’entende pas
alors il peut aussi y avoir une stratégie qui est d’anticiper la non écoute, et donc de ne même pas s’adresser à l’autre, de parler soi-même sans attendre une réponse, de parler vide, de parler dogmatique, avec certitude, de parler pour en finir, pour avoir le dernier mot, etc
la possibilité de trahison est toujours là, tu peux toujours ne pas m’entendre, alors ça peut être déclenché sur Marcel, ou Edgar, ou quoi, la question c’est : la confiance, la « bonne foi » (c’est Lacan qui disait ça, mais bref) dans la parole de l’autre
si je pense que l’autre me ment nécessairement je ne peux pas parler
je prends le risque de croire à la bonne foi de l’autre…
donc les deux femmes sur le plateau, explorent le langage, ce qu’il y a dans le langage (jusqu’à Dieu…), explorent aussi ce que le langage nomme, la ville, le RER, « gagner », les cafards, mais reste avec la question : tu m’écoutes ou pas ? tu m’entends ou pas ?

La question de la parole, et de la trahison de la parole, existe aussi dans l’ensemble de la société : est ce qu’on a confiance dans ce que dit « le pouvoir », ou pas, comment il nous parle, vrai ou pas, vide ou pas, clichés ou pas, est qu’il nous prend pour des idiots ou pas, etc, est-ce qu’il nous écoute, est ce qu’on peut ou non parler, comment, etc…
L’oppression, le mensonge, ça dure, ça dure, jusqu’à ce que… la révolution, qui se déclenche sur un détail, qui arrive, comme ça, de façon imprévisible… mais qui part toujours du sentiment que le contrat de confiance, le contrat social, a été rompu…

La folie concerne tout le monde.
août 1st, 2011 by Théatre des lucioles

La folie concerne tout le monde
publié dans le journal Libération le 14 mars 2011

La folie concerne tout le monde.
Un ouvrier peut être fou, un patron, ça va de soi. Une femme peut être folle, un homme n’en parlons pas. Un administrateur, un banquier, un fonctionnaire, un artiste, peuvent être vraiment fous. Quant aux hommes politiques : personne n’en doute (et passe l’image de Khadafi, qui en recouvre bien d’autres, bien d’autres). Un bébé peut être fou, un adolescent, une femme de trente ans, un homme très âgé, un mourant.
La folie traverse toute la société.

Est-ce à dire que la folie est un virus, qui se refile, qui se transmet ? On essaie de nous faire peur en avançant ce genre de notion et de catégorie-matraque comme « schizophrène dangereux ». Mais la folie est un possible pour tout être humain, et il faut prendre les mots au sérieux. Est « fou » ce qui est « pas normal », et aussitôt la question rebondit : « normal » c’est quoi ? Qu’est-ce que c’est, vivre normalement ? Accepter la réalité ? Quelle réalité doit-on accepter ? Jusqu’où faut-il accepter la réalité ? Est-ce que vouloir changer la réalité c’est être fou ? Pour Freud, la santé mentale c’est être suffisamment névrosé pour tenir compte de la réalité, et suffisamment psychotique pour vouloir la transformer.

En somme, la folie questionne la société toute entière et chacun en particulier. Or la démocratie est un régime où la norme est, peut être, sans arrêt questionnée, remise en cause, c’est un régime qui reconnaît, en principe, les conflits, et permet, en principe, leur élaboration. Le conflit va toujours avec de l’angoisse, et on peut refuser le conflit par peur de l’angoisse. Mais à ce moment là on choisit : zéro angoisse (croit-on), zéro risque, zéro pensée, zéro vie. Et sous le calme plat, la violence de l’ordre, de ce qui semble normal (à qui ?) à un moment donné (lequel ?). Est-ce normal de faire travailler les enfants ? de travailler 50 heures ? de travailler à la chaine ?

Et la démocratie est toujours gravement menacée par le suivisme de la norme, par le conformisme, la convention. C’est une vraie menace parce qu’il y a une vraie possibilité de destruction : on n’a pas le choix, il faut penser, agir, de telle façon et non de telle autre, il faut surtout ne pas penser et ne rien faire. Zéro conflit, zéro vie.

Le conformisme, c’est une façon d’intérioriser la répression et la peur. Big Brother vous surveille, et vous êtes d’accord.

Et le conformisme va toujours avec une vision naturaliste, déterministe, explicative, définitive, fermée. On est comme ci ou comme ça parce que : la famille, la catégorie sociale, les gênes, la biochimie.

Mais il n’y a pas de « nature » humaine, prendre au sérieux l’être humain c’est tenir compte du possible, de la folie, c’est prendre au sérieux que certains voient des géants là où d’autres ne voient que des moulins à vents, que certains voient une baleine blanche là où d’autres ne voient rien, que certains voient un cafard à la place du fils…ou des nénuphars dans le ciel… ou des ciel de toutes les couleurs…Etc, etc.

La réponse à ces « folies » peut évidemment être, et a souvent été : le ridicule, le feu, le bûcher, l’enfermement, l’opération, la lobotomie, la camisole chimique, l’abandon pur et simple.

Les 39 contre la Nuit sécuritaire appellent à manifester le 15 mars contre un projet de loi qui va dans le sens de la répression, de l’intériorisation de la norme, de la mise à l’écart de la folie comme dimension humaine.

Nous y serons.

Leslie Kaplan

Ecriture et Folie.
août 1st, 2011 by Théatre des lucioles

ECRITURE ET FOLIE.

Texte écrit pour soutenir l’action du Collectif des 39 Contre La Nuit Sécuritaire, et dit à Villejuif le 25 septembre 2010.

Je me sens en tant qu’écrivain plus que concernée : impliquée, par l’appel des 39 contre la nuit sécuritaire et les mesures que le gouvernement actuel veut imposer dans le domaine de la santé mentale, pourquoi ?

D’abord il me semble que la « folie » est une question centrale pour tous ceux qui assument, qui tentent d’assumer, une position de création, et en particulier les écrivains. Pas la folie comme maladie, mais comme une limite, comme un possible, comme une aventure de l’esprit. Créer c’est reconnaître, tenter de légitimer un possible, une fiction. Et ça a donc à voir avec un déplacement, un changement de point de vue, une transgression. Kafka l’a dit avec une phrase que j’ai souvent citée et commentée, « écrire c’est sauter en dehors de la rangée des assassins », c’est ne pas reconduire le monde tel qu’il est, le mauvais monde de tous les jours et de toutes les humiliations et offenses, ne pas ressasser, mais sauter dehors, se déplacer, faire autre chose, explorer, inventer. Cette aventure, elle peut prendre une forme héroïque, flamboyante et clairement insensée, comme celle du capitaine Achab qui passe sa vie sur toutes les mers du monde à la poursuite de la grande baleine blanche, Moby Dick, mais elle peut aussi, c’est le même auteur qui nous le fait remarquer, être toute petite, se passer entre quatre murs, dans des rues étroites, à Wall Street par exemple, et être non moins héroïque, consister seulement à dire, comme le copiste Bartleby, Je préfère ne pas, c’est-à-dire : je préfère ne pas copier, copier ou recopier la réalité, je préfère autre chose. Il est considéré comme non moins fou et il sera enfermé.

Les écrivains savent bien que la folie est une dimension de l’esprit humain, de n’importe quel être humain, et c’est pourquoi ce qu’ils inventent, dans leur langue, dans leurs personnages, dans leurs récits, peut toucher tout le monde : tout le monde peut être madame Bovary, il n’y a pas que Flaubert_ je vous rappelle que Madame Bovary a eu un procès, et que Flaubert a défendu le livre en disant, Madame Bovary, c’est moi_, tout le monde peut sortir dans la ville et aller tuer la vieille usurière, il n’y a pas que Raskolnikov, c’est dans Crime et châtiment et c’est ici et maintenant, et tout le monde peut glisser, dégringoler et se retourner dans la langue, « ô saisons, ô châteaux, quelle âme est sans défaut ». Rimbaud.

Un écrivain il me semble voit dans la folie d’abord une question et dans celui qu’on appelle « fou » un être habité par cette question. Alors comment un écrivain pourrait ne pas se sentir impliquée par des mesures qui visent à présenter les « fous » d’abord comme des être dangereux, la folie d’abord comme une maladie, la transgression comme synonyme de provocation, de délit, de crime ?

Il ne s’agit pas de romantisme, d’idéalisation de la folie, mais de tenir compte de la complexité du monde, et le monde humain, avec le langage, inclut le possible.

Ensuite. Alerte, alerte, alerte. Ces mesures proposées par le gouvernement actuel révèlent une tendance profonde qui s’aggrave tous les jours : promouvoir avant tout et toujours la simplification, instaurer une civilisation simplifiée, dans laquelle je refuse de me reconnaître et que j’appelle « une civilisation du cliché ». La quantité de clichés sur la folie est évidemment à la mesure de la question : immense. Pensée vide, bêtise triomphante, seuls comptent la norme, la convention, le code, l’idée reçue. Mais la bêtise n’est jamais neutre, elle est toujours méchante, elle s’accompagne de la volonté de fabriquer des boîtes pour mettre les gens, elle va avec la généralisation, le discours général, avec « la catégorie, la case et le cas ». C’est la tendance de la société industrielle, soi disant de masse, en fait d’exploitation et d’aliénation des masses, la société de consommation où tout n’est que produit. Les mots aussi deviennent des produits, très dévalorisés, la promesse contenue dans le langage se rétrécit, la chance pour la surprise, l’étonnement, la rencontre, et d’abord dans le langage, se perd, le sens se perd, la joie du détail se perd.

Le Pen, avait déjà moqué le détail des 6 millions de Juifs dans la Seconde guerre mondiale. Désormais: les Roms et les gens du voyage : une catégorie, un détail. Les fous : une catégorie, un détail.

Jusqu’où ?

Dieu n’est pas marié. Invention du langage et démocratie.
août 1st, 2011 by Théatre des lucioles

« DIEU N’EST PAS MARIÉ »
INVENTION DU LANGAGE ET DÉMOCRATIE

Intervention pour les XIIèmes Rencontres de la C.R.I.E.E. à Reims, en juin 2010, sur le thème « La fabrique du soin, création et démocratie »
L’intervention a été précédée de la lecture, avec Elise Vigier, du texte « les mots et les choses », extrait de Toute ma vie j’ai été une femme (POL)

j’ai du mal à ajuster les mots et les choses
les mots
et
les choses
lire ça ne me dit rien
ou alors ça me dit trop
les mots sont plats
les choses rebondissent
je vois, je saisis, je prends, j’avale
boîtes et paquets
paquets et boîtes
les mots je n’arrive pas à en faire le tour
je dis un mot et je pars loin loin loin
sans m’arrêter
pas de bord au mot
pas de tour
c’est effrayant
je suis effrayée
par les mots
je dis un mot

quel mot

je dis un mot
et il se répercute

uppercut ?

il se répercute
il se poursuit
loin loin loin
il me poursuit
au secours, mot
je dis un mot

quel mot

un mot

quel mot

et tout d’un coup
je ne comprends plus ce mot

mais quel mot

eh bien le mot
lait

laid ? vilain ?

lait

les ? plusieurs ?

lait lait lait
boîte de lait

c’est idiot
le lait c’est liquide

boîte de lait
boîte de lait
lait en paquet
lait en tube

lait frais
lait écrémé
lait entier
lait conservé
lait jeté
lait pourri
lait lait lait

happy lait ?
bad lait ?
good lait ?

lait de vache
vache de ferme
le lait c’est sain

saint ?
comme la Vierge ?

le lait c’est sain
c’est bon pour toi pour moi

c’est bon ?
comme le sein ?
comme en avoir ou pas ?
des gros ?
des petits ?

sain je te dis
la campagne les vaches

oh yes
milk is good for you
j’ai du mal à ajuster
les mots et les choses

écoute c’est simple
le lait c’est beau

le laid c’est beau ?

oui le lait c’est beau
et bon

le laid c’est beau ?
tu fais de la philosophie

de la philosophie ?

laid, beau, les contraires
la philosophie, c’est la science
des contraires

moi le lait
je le bois
c’est tout

tu ramènes toujours tout à toi
les mots
les choses
tu ramènes toujours tout à toi

moi le lait
je le bois
c’est tout

le lait
les vaches
la campagne
les cultures

ah la culture
quand j’entends le mot culture

je sors mon révolver

quand j’entends le mot culture

je sors mon carnet de chèque

ah la culture
hier soir à la télévision j’ai regardé
le programme “Reine d’un jour”
c’est un programme passionnant
passionnant

comment ça ? comment ça ?

imagine : un grand cercle, de la lumière partout
c’est une sorte de théâtre
sur les gradins il y a beaucoup de monde
des spectateurs, des spectatrices
on attend
des femmes arrivent l’une après l’autre
elles arrivent, elles avancent dans le cercle
dans la lumière
on les regarde, on les écoute
ce sont des femmes comme toi et moi
même si elles sont éblouies par les projecteurs
et très maquillées pour la télévision
du bleu pour les paupières
du rouge pour les joues
finalement elles sont comme toi et moi
ce sont les candidates
elles veulent toutes être “reine d’un jour”

reine d’un jour ?

la reine d’un jour, c’est celle qui gagne
elles se présentent et elles racontent leur vie

leur vie ?

leurs malheurs
il faut que ce soit intéressant
émouvant, intéressant
elles racontent ce qui leur est arrivé

mais comment on gagne ?

celle qui est la plus applaudie a gagné

c’est tout ?

les spectateurs les écoutent
et choisissent en applaudissant
celle qui a recueilli le plus
d’applaudissements a gagné
elle gagne des choses…des choses…
une maison !
une cuisine aménagée! un voyage !
plein de choses !
on les apporte sur le plateau
on les montre aux spectateurs
les appareils ménagers
la télévision couleur
tous les cadeaux
de l’argent !
hier en finale il y avait deux femmes, c’était difficile de choisir
elles étaient un peu pareilles
quand elles s’avançaient sur le plateau
au milieu du cercle
elles avaient la même allure 
grands yeux, grande bouche 
grandes jambes 
pas trop élégantes 
une robe, des baskets 
non, pas trop élégantes 
modernes, quoi 
l’air inquiet
l’air d’attendre
c’était difficile de choisir
vraiment difficile
la première avait une grave maladie
des yeux
si elle gagnait elle avait l’argent pour l’opération
qui lui sauvait la vue
sinon elle devenait aveugle

comment elle s’appelait ?

elle s’appelait Marinette
la deuxième avait subi un inceste
elle s’appelait Sophie
son père
un inceste
comment choisir
c’est l’inceste qui a gagné

et la cataracte ?

la cataracte peut aller se faire foutre

Il me semble que l’interrogation sur les mots, sur le langage fait partie de la vie démocratique, de la vie en démocratie
le langage est le premier bien commun
la pratique du langage est une pratique du commun, de la vie en commun
et, ainsi,
le langage est le premier menacé, menacé sans arrêt,
par toute remise en cause du commun, de la vie partagée
par tout ce qui vise à le figer
le rigidifier
l’appauvrir
le vider
par tout ce qui vise à en faire un pur instrument de communication
plat
uniforme
unilatéral
consensuel
à lui ôter sa dimension polysémique, et sa dimension d’adresse

Cette question est le souci de tout écrivain, et quelle que soit ses positions politiques, sa vision du monde par ailleurs
je prendrai comme exemples deux écrivains « réactionnaires » sur la plan politique, Flaubert et Dostoïevski, qui se sont bagarrés chacun à leur façon contre toutes les formes du langage codifié, conventionnel, plat, uniforme

- Flaubert et son Dictionnaire des idées reçues
Je vous rappelle les premiers mots de son dictionnaire : ABELARD, ABRICOTS, ABSALON, ABSINTHE, ACADEMIE FRANCAISE, ACCIDENT, ACCOUCHEMENT, ACHILLE, ACTRICES…

Cette liste montre que le principe à l’œuvre est : n’importe quel mot peut devenir une idée reçue
Flaubert traque dans l’idée reçue la bêtise et dans la bêtise quelque chose, on pourrait dire, de « volontaire » au sens de la « servitude volontaire » de La Boëtie
mais précisons, par exemple à la lettre S, fin :
« SOUPIR : Doit s’exhaler près d’une femme
SPIRITUALISME : Le meilleur système de philosophie
STOÏCISME : Est impossible
STUART (MARIE) : S’apitoyer sur son sort
SUFFRAGE UNIVERSEL : Dernier terme de la science politique
SUICIDE : Preuve de lâcheté
SYBARITES : Tonner contre
SYPHILIS : Plus ou moins, tout le monde en est affecté »

Ce qui frappe, c’est bien sûr d’abord le vide de ces définitions
mais aussi leur caractère autoritaire : beaucoup d’infinitifs, il s’agit d’ordre de penser, et le ton est péremptoire, cassant
c’est-à-dire, l’idée reçue, sous sa bêtise creuse, va avec l’interdit de penser
et à travers le Dictionnaire on voit se dessiner un personnage, le « bourgeois » satisfait, qui pense et parle comme il accumule
les pensées et les paroles sont des objets à ranger dans son armoire
et qui sous son air débonnaire s’apprête à réprimer férocement la Commune…

- Dostoïevski et sa guerre contre « l’idée »
Dostoïevski souligne les impasses d’une pensée qui se veut « moderne », la pensée du tout est équivalent, de « si Dieu n’existe pas, tout est permis »…
et met en rapport cette façon de penser et la perte de l’adresse à l’autre, la rupture de la promesse, la trahison
il montre la violence cachée dans la généralisation,
qui assigne à l’autre une place donnée, qui l’enferme dans une définition imparable
il oppose la parole vivante à « l’idée »
à ce qu’il appelle « 2+2=4 », c’est-à-dire, l’exactitude, la généralité scientifique ou pseudo scientifique, assénée, incontournable, devant laquelle il n’y aurait qu’à s’incliner, mais qui laisse passer la vie vivante, le détail
« depuis longtemps déjà nous ne naissons plus de pères vivants, nous naissons de l’idée », c’est ce qu’il dit dans les Notes du sous-sol
et il met en rapport, concrètement dans ce récit, cette façon de penser par généralités et un meurtre réel, la trahison d’une enfant

Donc : le vide n’est pas rien
le vide est agressif, meurtrier
c’est occuper la place
c’est « moi c’est moi et toi tais toi »

Cf Baudelaire
se rappeler que le premier poème des Fleurs du mal, l’adresse Au lecteur, commence par le mot « sottise »

La sottise, l’erreur, le péché, la lésine
Occupent nos esprits et travaillent nos corps,
Et nous alimentons nos aimables remords
Comme les mendiants nourrissent leur vermine.

Mais parmi les chacals, les panthères, les lices,
Les singes, les scorpions, les vautours, les serpents,
Les monstres glapissants, hurlants, grognants, rampants,
Dans la ménagerie infâme de nos vices

Il en est un plus laid, plus méchant, plus immonde !
Quoiqu’il ne pousse ni grands gestes ni grands cris,
Il ferait volontiers de la terre un débris
Et dans un bâillement avalerait le monde
;

C’est l’Ennui ! l’œil chargé d’un pleur involontaire,
Il rêve d’échafauds en fumant son houka.
Tu le connais, lecteur, ce monstre délicat,
_ Hypocrite lecteur, _mon semblable, _mon frère.

Mais l’Ennui, c’est quoi ?
ce qui me frappe, c’est que Baudelaire met l’ennui en rapport avec la haine
une haine sans désir actif
une haine passive, rêveuse, fumeuse
statique, immobile
inerte
et féroce
« Il ferait volontiers de la terre un débris/ Et dans un bâillement avalerait le monde »
cet Ennui baudelairien me semble très actuel
il va avec une société où règne l’idée reçue, le consensuel, le conventionnel,
une société de mois isolés
sans différence, sans autre
une affirmation de soi sans contenu
pur moyen d’occuper la place
pour rien, pour l’occuper, pour empêcher l’autre de penser
et éventuellement pour l’exclure
cf
« l’important dans une démocratie c’est d’être réélu », Sarkozy (avril 2009)
j’y reviendrai
je voudrai rappeler que Hannah Arendt dans son analyse du Système totalitaire a fait un sort particulier au cliché
se rappeler sa réflexion sur ce qu’elle appelle dans Eichmann à Jérusalem « les clichés euphorisants » employés par Eichmann, à la suite de Hitler ou Himmler,
« la bataille du destin pour le peuple allemand »
« ce sont là des batailles que les générations futures n’auront plus à mener »
« nous savons que ce que nous attendons de vous est surhumain : il vous faudra être surhumainement inhumain »
Arendt ne se contente pas de répertorier, de souligner, ces mots vidés de sens, elle montre plus généralement les rapports de la bureaucratie, du totalitarisme et du langage
cf : Raoul Hilberg dans L’extermination des Juifs d’Europe, « L’extermination des Juifs a commencé quand en 1933 la première définition du non aryen a été inscrite par le premier fonctionnaire… »
cf aussi étude de la « LTR », la langue du Troisième Reich, par Victor Klemperer
or,
et cela continue l’analyse de « l’idée reçue » chez Flaubert et de « l’idée » chez Dostoïevski,
il est important de remarquer que la façon de vider les mots, de leur ôter leur sens, du sens, tout sens, ne se trouve pas seulement dans des mots d’ordre (comme sous un régime totalitaire)
mais aussi bien dans la société de consommation
où tout devient « produit »
où les mots deviennent des produits
par exemple, dans le texte « les mots et les choses » on se demande ce qui est mieux, plus gagnant, l’inceste ou la cataracte
où est promue une trivialisation,
le n’importe quoi, l’opinion sans enjeu,
le pur moi moi moi :
qui occupe le devant de la scène
qui est un nouvel opium du peuple
comme un moi plein, vivant, n’existe pas, ce qui est sur le devant de la scène c’est un moi qui s’affirme seulement « moi »
creux, vide
= la question du cliché, de l’idée reçue, de la convention, du consensuel,
est au cœur de la réflexion sur langage et démocratie, langage et bureaucratie,
langage mort, langage vivant
d’où l’importance de concevoir le langage comme une création continue, continuelle
une création liée à la rencontre, à la surprise, à l’étonnement
opposée à ce que j’ai appelé « la catégorie, la case et le cas »
mettre des gens dans des catégories, des cases, en faire des cas
cf dans Fever, l’analyse du mot « dossier », des mots « suivre des ordres »
repris entre autres du procès de Maurice Papon
qui à propos de Sylvain Mohlo, a dit « je ne connais pas ce dossier »
déni, généralisation, banalisation, stigmatisation
Juif, Juif ? Juif ! sale Juif
= il y a un rapport nécessaire entre invention du langage et démocratie
démocratie = refus des places assignées
refus de la reconduction du même
au contraire la démocratie va avec l’ouverture,
la circulation des places, des situations, des mots, des idées
la « démocratie » est ce régime qui, comme le dit Claude Lefort, « s’institue et se maintient dans la dissolution des repères de certitude »
ou encore, « une société affrontée à la contradiction générale que libère la disparition d’un fondement de l’ordre social » (à propos de Tocqueville),
ou encore, un régime qui s’est édifié « … en acceptant la division sociale, le conflit, l’hétérogénéité des mœurs et des opinions » (à propos de Arendt).

Mais bien voir que tout ça est une tension, un conflit continuels, ininterrompus
sans fin
on ne peut pas en finir, avoir le dernier mot
(on peut le vouloir…)
cf Humpty Dumpty, le personnage de comptine, le gros œuf sûr de lui-même, arrogant, dans Alice au pays des merveilles : the question is : who is the master, that’s all, la question est : qui est le maître, un point c’est tout
être le maître c’est avoir le dernier mot
mais ne pas oublier qu’après l’énoncé de cette soi-disant vérité Humpty Dumpty, ce gros œuf, tombe et se casse en mille morceaux

C’est-à-dire : il y a un rapport entre démocratie
et acceptation du conflit
et donc une certaine acceptation de l’angoisse

Autrement dit : le langage est le lieu de la certitude et de l’incertitude
le concret n’est rien s’il n’est pas nommé
(« ça »= rien)
mais quand on nomme, on réduit
une chaise n’est pas cette chaise n’est pas cette chaise bleue n’est pas cette chaise bleue dans ma chambre…
le mot est la mort de la chose
et pourtant la chose vit dans, par le mot
le langage, pour reprendre Hegel, est « la vie qui porte la mort et se maintient en elle »
en ce sens le langage est le lieu de l’angoisse

À l’inverse, le cliché, l’idée reçue, la convention, le consensus est une façon de se débarrasser de l’angoisse
= du conflit
malgré peut-être les apparences, c’est le lieu de la peur
de la peur du conflit
et d’abord du conflit avec soi-même
le cliché comme façon d’empêcher l’autre dans la langue
l’autre : en soi-même d’abord, conflit, contradictions

Je reviens à Baudelaire et à l’ennui
« l’Ennui » ce monstre plein de haine
c’est le non désir
le non désir de la langue, de la pensée dans la langue
= le non désir pour l’autre dans la langue
le refus de rencontrer dans la langue et dans la pensée quelqu’un d’autre
qui parle à son tour
qui mette en cause ce qu’on pense
qui pose question
qui soit différent
le refus de la surprise, d’être surpris
et cet autre, cette différence, suppose un conflit possible
dans la langue
dans la pensée
et aussi bien dans sa propre pensée
cela suppose qu’on reconnaisse qu’on est divisé
qu’on n’est pas forcément d’accord avec soi même
mais qu’il y a un conflit à résoudre
un travail à faire
donc une angoisse
pour penser ensemble ces opposés

Il ne faut pas sous estimer la possibilité toujours présente d’une réduction du langage, d’une volonté d’appauvrissement du langage,
d’un langage à sens unique,
la possibilité toujours présente d’une civilisation du cliché
mais s’y oppose le « travail de la culture » comme dit Freud, le travail de la pensée
qui reconnaît que l’angoisse est la « part divine de l’homme » (Heitor de Macedo)
et qui cherche « à faire des choses avec l’angoisse » (Rilke)
la littérature fait partie de ce travail
la littérature : tenter de maintenir l’autre dans la langue
par ce que j’ai appelé « le détail, le saut et le lien »
- le détail : pas l’anecdote
détails vivants
= qui ont du sens, un sens
pas le sens
mais du sens, un sens
alors que l’anecdote tourne à vide, ressasse le trivial, comme le cliché qui occupe la place
le détail s’oppose à la fois à l’anecdote
et au dogme (« l’idée » dostoïevskienne)
dogme rigide, etc
- le saut : cf Kafka, « sauter en dehors de la rangée des assassins » = dans la fiction, dans le possible
cf le commentaire de cette phrase dans mon livre Le Psychanalyste, repris dans Les Outils, dans le texte La phrase la plus politique d’un écrivain
« les assassins » : ceux qui reconduisent, ressassent la mauvaise réalité telle qu’elle est
voir le personnage de Melville, Bartleby, qui refuse de copier, I prefer not, Je préfère ne pas
je préfère ne pas quoi ? le soi-disant reality-show ou autre
la trivialité des opinions, la vulgarité haineuse, le mépris, le « on est tous pareils » ( = dans la merde)
cf dans le livre Les Outils, les textes A quoi sert la littérature et Qui a peur de la fiction
- le lien : le penser « avec », cf le texte de présentation dans Les Outils
la mise en relation, en rapport
faire des rapports entre des choses apparemment sans rapport
l’amour en somme, et d’abord l’amour de la vie, en ce que « la vie est unique ».

l’intervention s’est conclue avec la lecture, avec Elise Vigier,
de « Dieu n’est pas marié », extrait de Louise elle et folle (POL)

il y a des jours
où je me sens peu de chose
presque rien

tout le monde sent ça

je m’en fiche de tout le monde
je te parle de moi
moi il y a des jours
où je me dis, la preuve
qu’une femme n’est pas grand chose
c’est que Dieu n’est pas marié

comment ça ? comment ça ?

la preuve qu’une femme n’est pas grand chose
c’est que Dieu n’est pas marié

tu dis n’importe quoi
tu es vraiment déprimée

évidemment je suis déprimée
comment ne pas être déprimée
est ce que Dieu est marié
oui ou non ?

peut-être Il est marié
peut-être Il n’est pas marié
Il fait ce qu’Il veut, Dieu

Dieu-n’est-pas-marié
si Dieu était marié ça se saurait
Dieu n’est pas marié

Il n’est pas marié ?

Il se suffit à lui-même, Dieu

si tu te maries
tu ne te suffis pas à toi-même ?

moi je ne vois pas Dieu célibataire

tu ne vois pas Dieu célibataire ?
si tu te maries, tu dépends de quelqu’un
Dieu ne dépend de personne

Dieu est amour

bien sûr
Dieu est amour

Dieu est amour
Il dépend de ceux qu’Il aime

de ceux qu’Il aime
ou de ceux qui L’aiment

de ceux qui L’aiment
et de ceux qu’Il aime
Il a besoin de nous, Dieu

Il a besoin de nous ?
Il est tout puissant
Il n’a besoin de personne

Dieu est tout puissant
mais Il n’est pas fou

Dieu n’est pas fou ?
peut-être Il est fou
peut-être Il n’est pas fou
Il fait ce qu’Il veut, Dieu

tu Lui mets
une majuscule ?

bien sûr
je Lui mets
une majuscule

Dieu n’est pas fou
moi Dieu Il me parle

Il te parle ? Il te parle ?
ça m’étonnerait

moi Dieu Il me parle
je L’entends

»  Substance:WordPress   »  Style:Ahren Ahimsa